Aby wszystkie ważne i mniej ważne momenty w naszym życiu zapamiętać. Piszę o Mateuszu, o naszej rodzince, o naszych przeżyciach i o wszystkim co przychodzi mi do głowy:
poniedziałek, 14 listopada 2011

spędziliśmy w zupełnie innym kierunku...
Razem ze znajomymi i ich dziećmi wynajęliśmy domek na Podlasiu, a konkretniej we wsi Nowoberezewo. Chcieliśmy po wiejsku, bo takie klimaty lubimy. Nie spodziewałam się, że będzie tak fajnie...domek śliczny, jak z bajki. Okazało się, że na posiadłości właściciela znajduje się prywatny skansen z XIX wieku. Pan ma również swoją hodowlę strusi. O tych dwóch ostatnich nawet nie wiedzieliśmy.

Na miejscu byliśmy w piątek koło południa. Cała wieś pachniała dymem palonych liści.
Gdy zobaczyłam staruszkę, która ledwo trzymała się na nogach, a mimo to zgrabiała liście z posesji, zrobiło mi się jej żal. Zapytałam, czy mogłabym jej pomóc...niestety źle mnie zrozumiała i mimo obecności Mateusza myślała, że chcemy zarobić .Powiedziała, że nie ma pieniędzy, dodała, że już skończyła i sobie poszła...

W sobotę zrobiliśmy sobie wycieczkę do Białowieskiego Parku Narodowego. Dzieciakom bardzo podobały się żubry i inne zwierzęta, zwłaszcza łosie :)

Męska część naszej wycieczki nie tylko oglądała żubry, ale i je piła. Idealnie dostosowali się do miejsca pobytu :)
Poza tym grzaliśmy się w 125 stopniach w ruskiej bani i spacerowaliśmy po wiosce, podziwiając śliczne, drewniane chatki. Zdziwiły nas dwie olbrzymie cerkwie znajdujące się na jednej ulicy...dla nieco ponad 200 mieszkańców wioski.

Wyjazd udany, bardzo przyjemny. Zapomniałam o codzienności, o pracy...i o to w tym wszystkim chodziło :)

białowieża

Mieszkałam blisko morza 22 lata i przez ten czas nie doceniałam tej odległości. Miałam świadomość, że mogę pojechać na plażę w każdej wolnej chwili i dlatego nie sprawiało mi to tyle przyjemności.
W momencie przeprowadzenia się do Olsztyna, zaczęło mi brakować Bałtyku, dlatego kiedy jestem w Wejherowie staram się choć na chwilę odwiedzić morze. Nawet 15-sto minutowy spacer po plaży sprawia mi ogromną przyjemność, szczególnie wiosną i jesienią.

Przed 1. listopada mieliśmy całe trzy dni by spędzić czas z bliskimi. Na pierwszy ogień poszedł tata chrzestny Mateusza i jego rodzinka. Dwuletnia Agatka, śliczna dziewczynka, na początku trochę się wstydziła, ale po jakimś czasie znalazła wspólny język z Mateuszem.

Na drugi dzień dojechaliśmy do Wejherowa. Pogoda dopisała, więc skorzystaliśmy z okazji i pojechaliśmy na długi spacer do Karwii. Było cudownie!

*****

Mateuszowi przeszedł okres buntu i próbowania nas. Jest przekochany. Wróciło przytulanie i buziakowanie o poranku.

 

Tradycyjnie już kolaż z pobytu nad morzem:

karwia

piątek, 28 października 2011

że Mateusz mało mówi?
Tamte czasy się skończyły. Teraz buzia mu się nie zamyka. Gada non stop. Do siebie, do nas... Uwielbiam go słuchać! Będziemy musieli skorzystać z pomocy logopedy (na szczęście w przedszkolu jest, więc nie musimy się o to martwic), bo mówi dość niewyraźnie, ale nie jest źle.
To co ja mówię do Młodego, odbija się jak bumerang. W różnych sytuacjach powtarza to czego się od nas nauczył:
Wychodzę z domu. Mat pyta:" Dokąd ty się wybierasz?"
Jestem zajęta rozmową z kimś innym: "Posłuchaj mnie teraz!"
Gdy żegna się przez telefon mówi "Pa pa, buziaki"

Jak wspominałam ostatnio, Młody koleguję się głównie z dziewczynkami z zerówki. Dowiedziałam się niedawno, że koleżanki rozpieszczają go przynosząc mu cukierki (a potem wyrzucają za niego papierek do kosza), wymyślając różne zabawy i atrakcje. wychowawczyni stwierdziła, że potrafi się świetnie ustawić :)

Od poniedziałku jest już oficjalnie przedszkolakiem - było pasowanie, był tort ze świeczkami, były wierszyki, piosenki i tańce.

Jak kiedyś, jest bardzo samodzielny. Praktycznie wszystko robi sam. Niestety w ostatnim czasie strasznie długo zajmuje mu ubranie się (bo mu się nie chce) i sprzątanie. Aby się nie ubrać i nie posprzątać wybiera karę. Gdy mówię, że to czego nie posprząta, wyrzucam do śmieci, to przynosi mi worek i mówi, że mogę wyrzucić. Nie i koniec. czasem mi złośliwie oczami mruga, a czasem z kamienną twarzą mówi nie. Ja zawsze udaję, że jestem poważna, ale w duchu chce mi się śmiać. Uparciuch mały...

Kilka zaległych zdjęć z wakacji:

Jastrzębia Góra

wakacje

Wigierska Kolej Wąskotorowa

wakacje

Galindia k/Mikołajek

wakacje

Suwalszczyzna

wakacje

Aktualnie:)

jesień

pozdrawiamy:)

środa, 05 października 2011

Odbieramy Mateusza z przedszkola, a wokół niego wianuszek dziewczynek...z zerówki! Cały czas się z nim bawią, gdy grupy są połączone. Od małego wie, jak się ustawić.

A sam Mateusz bardzo się zmienił i czasami go nie poznaję. Tak jak kiedyś, nie płakał prawie wcale, tak teraz za każdym razem, gdy coś chce, a nie może dostać - jest płacz, awantura, a nawet histeria. Staramy się (i całkiem nieźle nam to wychodzi) być maksymalnie konsekwentni i presja miejsca (restauracja, sklep) nie powoduje, że się uginamy. Boję się, że nauczy się wymuszać takim zachowaniem wszystko. Mam więc nadzieję, że niedługo ten okres minie i będzie jak dawniej.

niedziela, 02 października 2011

powtarza mój mały przedszkolak. Bo właśnie tyle skończył Mateusz.

Minęły wakacje, zaczął się nowy rok szkolny oraz nowe przyjemności i problemy.

Mat jest bardziej świadomy otaczającego go świata i zadziwia nas tym, jak postrzega nas i innych.

We wrześniu rozpoczął nowy etap w swoim życiu - poszedł do przedszkola. Na szczęście bardzo mu się tam podoba, a nowe panie uwielbiają go od pierwszego dnia.

Idolem jest tata, ja niestety zeszłam na drugi plan, ale mam nadzieję, że ten niemiły dla mnie okres szybko minie :)

I najważniejsze - Młody pierwszy raz wyjechał do Wejherowa bez rodziców. Zabrała go ciocia Dominika, a tam zajmowały się nim dwie babcie. Mateusz wniebowzięty (kto by nie był - cały czas w centrum uwagi i zapewnionych tyle atrakcji). Trochę gorzej było ze mną, na szczęście czas szybko zleciał :) no a my mieliśmy 4 wieczory tylko dla siebie :) :)

Tym krótkim wpisem chciałabym zacząć kontynuowanie moich wpisów :) Mam nadzieję, że mi się uda, bo mimo braku weny, tęsknię za bieżącymi notatkami o Mateuszu.

pozdrawiam :)

Najbardziej aktualne zdjęcie - na wczorajszej wycieczce w Mikołajkach:

Mikołajki

 

 

niedziela, 26 czerwca 2011

a to zobowiązuje do napisania kilku słów :)

Mateusz zakończył swój pierwszy etap w życiu - po dwóch latach chodzenia do żłobka awansuje na przedszkolaka. Podczas dni otwartych w nowej placówce nie mogłam uwierzyć, że mam już takie duże dziecko!

W poniedziałek było oficjalne zakończenie żłobka - przedstawienie - czyli wierszyki i piosenki zaśpiewane przez dzieci, Mat był krasnoludkiem :)

żłobek

Ja (razem z Dominiką) upiekłyśmy tort chałwowy, który zrobił furorę i wszyscy zgłaszali się po przepis.
Po dwóch latach mogę śmiało powiedzieć, że nigdy nie zamieniłabym żłobka na nianię i nieraz przekonałam się, że Młody jest pod świetną opieką.  Panie bardzo starały się dogodzić również rodzicom - na przykład wtedy, kiedy 26. maja wyjeżdżałam do Niemiec i nie mogłam wziąć udziału w imprezie zorganizowanej z okazji Dnia Matki (automatycznie nie wysłałam też Mateusza tego dnia, by mu smutno nie było). Kiedy dzień wcześniej odbierałam Młodego ze żłobka, panie zaciągnęły mnie do sali i wszystkie dzieci tylko dla mnie zaśpiewały i zatańczyły - to było niesamowicie wzruszające.

A przed nami wakacje...
na pewno Wejherowo, na pewno Suwalszczyzna
a reszta jeszcze pod znakiem zapytania (pomysłów kilka jest).
Ja mam plan nadrobić zaległości książkowe - tym bardziej, że podczas wycieczki do Niemiec dostałam kilka ciekawych pozycji.

*****

Teo ma teraz okres wyznawania miłości
"bardzo cię kocham, wiesz?"
"ja kocham cię bardziej" - często się droczymy:)
Robimy sobie też dni przytulania i całowania, ale prawda jest taka, że każdy dzień jest pełen czułości.
Uwielbia pomagać "nie bój się, ja ci pomogę" - wyciera plastykowe naczynia, segreguje sztućce, ściera kurze, odkurza - pozwalam, żeby nie zniechęcić.

Sam się ubiera i rozbiera ("jak chcesz iść do przedszkola, to pani ci nie pomoże, więc musisz się nauczyć"), chociaż czasem mu sie nie chce i prosi, by mu pomóc, ale te wakacje będą dobrą okazją, by umiejętności ubierania się dopracować.

W kwestii jedzenia nic się nie zmieniło. Wstaje rano: "ja chcę jogurt/kółka z mlekiem/chleb z dżemem", odbieram go ze żłobka (od razu po podwieczorku) "co mi dasz jeść?". Mógłby jeść praktycznie non stop :)

Bez zmian również katar. Już się przyzwyczailiśmy, a Młody sam sobie radzi. W pokoju ma paczkę chusteczek, a na dworze korzysta z liści :)

Wczoraj byliśmy na kontroli: waga 14kg, wzrost 94cm (jest najmniejszy w grupie)

Taki drobny, uśmiechnięty, przekochany (...) z niego trzylatek

Nastepny odzew z Wejherowa:)

pozdrawiamy!

czwartek, 02 czerwca 2011

...dzisiaj z Niemiec. Nie było mnie w domu całe 6 dni. Bardzo tęskniłam, ale czas minął mi szybko.

Zrobiłam Mateuszowi niespodziankę i odebrałam go ze żłobka. Jego reakcja była dla mnie niesamowitą niespodzianką. Gdy mnie zobaczył, rzucił się na mnie, wzruszył, mocno przytulał i powtarzał "kocham cię bardzo". Nawet pani w żłobku miała łzy w oczach.

Za 3 tygodnie WAKACJE!!!!

sobota, 21 maja 2011

Chyba nigdy jeszcze nie miałam miesiąca tak intensywnego i tak bogatego w różne wydarzenia jak obecny. Kalendarz jest maxymalnie wypełniony i choćbym niewiadomo jak się napięła, nie uda mi się już nic więcej wcisnąć.

Pierwszy weekend maja spędziliśmy tradycyjnie w domku na Mazurach (tak jak rok temu, dwa lata temu (...) siedem lat temu :) ) Niestety pierwszy raz pogoda nam nie dopisała, ale my oczywiście byliśmy na to przygotowani i mimo deszczu i nieciekawej aury chodziliśmy na spacery, robiliśmy ogniska, a nawet płyneliśmy łódką (która po 15 minutach znudziła się Mateuszowi i na środku jeziora chciał wysiąść - to nas uświadomiło w tym, że Młody nie jest jeszcze gotowy, by wypłynąć z nami w tygodniowy rejs, a przyznam, że korciło mnie, by w tym roku spróbować...może za rok:) ).

majówka

*****

Kolejny weekend to parapetówa u koleżanki z pracy. Wszystkim udało się trochę odprężyć i rozluźnić, bo pod koniec roku mamy mnóstwo różnych obowiązków i nie zawsze jest czas na rozmowy. Było to też w pewnym sensie pożegnanie moje z koleżankami, bo w podstawówce kończy się w czerwcu moja kariera i zostaje mi jedynie gimnazjum.

*****

Mat coraz lepiej jeździ na swoim Laufradzie i czasami ściga się ze swoim sąsiadem:)

na Laufradzie

na Laufradzie

*****

14. maja pojechaliśmy do Wejherowa z okazji bardzo ważnej rocznicy - moja mama (babcia Mateusza) obchodziła 50 - te urodziny i z tej okazji odbyła się niesamowita impreza, którą wszyscy goście na pewno zapamiętają. Głownym motywem były lata 60-te. Goście przebrani, odpowiedni wystrój sali - plakaty z czasów PRL, przemówienia, były kartki na jedzenie, pokój przesłuchań, po sali chodzili: Milicjant, eSBk i KOwiec. Było R-E-W-E-L-A-C-Y-J-N-I-E! Teo bawił się świetnie do godz. 23, w końcu przyszedł do mnie, powiedział, że jest śpiący i chce iść spać. Położyliśmy go w pokoju i nadal mogliśmy się bawić.

 SOLENIZANTKA

50tka

JA Z MOJĄ SIOSTRZYCZKĄ - CIOCIĄ DOMINIKĄ

50tka

ZWYCIĘZCY KONKURSU NA NAJLEPSZE PRZEBRANIE

50tka

MATEUSZ:)

50tka

50tka

PANI KELNERKA ODEGRAŁA ŚWIETNĄ ROLĘ

50tka

WYSTRÓJ SALI

50tka

50tka

50tka

*****

Ostatni tydzień to również słynna Kortowiada i Dominika jako jedna z kandydatek na Miss Wenus. Mimo, że to nie ja występowałam na tej scenie (a stałam pod nią i wszystko nagrywałam, co by pamiątka dla dzieci i wnuków była), to serce biło jak oszalałe i strsznie przeżywałam cały występ siostry:) Nawet Mateuszowi udało się przyjechać po żłobku na ogłoszenie wyników - dla nas niestety niepomyślnych. Mimo wszystko i tak jestem dumna:)
Tu można zobaczyć filmik: http://www.youtube.com/watch?v=v-parb9rCOQ&feature=player_embedded

*****

Wczoraj wieczór panieński koleżanki i nocne rozmowy do białego rana.
Dzisiaj wycieczka rowerowa - przejechaliśmy z Mateuszem 17km przez pola, łąki, lasy, jeziora i rzeki...już teraz mam zakwasy:) [w tym miejscu chcę zaznaczyć, że ostatni raz jeździłam na rowerze 5 lat temu:) ]
Jutro festyn lotniczy.

A w czwartek wyjeżdżam do Niemiec na cały tydzień.
Przede mną 20 godzin podróży autobusem i masa różnych atrakcji o których napiszę po powrocie:)

Ale zanim wyjadę muszę jeszcze ciężko popracować, bo zbliża się baaaardzo gorący okres w szkole:)

*****

Na koniec słów kilka o najważniejszym:
Jest niesamowity, nawet wtedy gdy złośliwie robi coś, czego mu nie wolno lub gdy sam nie chce podzielić się jedzeniem,  a do nas mówi znacząco: "trzeba się dzielić z Mateuszem".
Nadal mówi bardzo niewyraźnie, ale za to coraz więcej i ciekawiej. Bardzo często mówi nam, że nas kocha, chętnie się przytula. Jednocześnie jest bardzo stanowczy i mimo, że wie, że czeka go kara, nie ustąpi.
W domu mamy cały arsenał róznych kijków i patyków - Mateusz twierdzi, że to wędki i jak chodzimy na spacer, to on idzie łowić ryby.
Wieczorami czytamy bajeczki i śpiewamy. Gdy Młody ma ochotę pozwalam mu poczytać jeszcze jedną książeczkę, a jak kończy - wyłącza nocną lampkę i zasypia.
Jak wcześniej, na topie są kopary, auta i pociągi.
W niektórych sytuajcach jest bardzo wrażliwy na brud: nie zje dwóch rzeczy jedną łyżeczką, nie stanie na bosaka w żłobku, bo jest brudna...
Jest współczujący, a jednocześnie sam dla siebie twardy - nie płacze przy upadkach, nie przejmuje się, gdy ktoś mu coś zabierze.
Zwykle jest uśmiechnięty i ma w sobie dużo radości. Jest bardzo towarzyski: zagaduje sąsiadów w windzie, ludzi w sklepie...gorzej, gdy ktoś obcy go pierszy zaczepi - wtedy się wstydzi...
Ulubione pytania: "dlaczego?"  "a od czego?" "co to jest?"

pozdrawiamy

 

niedziela, 08 maja 2011

Tak budzi mnie mój synek:

Mateusz przychodzi do nas do łóżka, odgarnia włosy z mojej twarzy, daje mi buziaka i mówi: "kocham cię bardzo*".

*****

Zaległe zdjęcia ze Świąt Wielkanocnych

Młody tworzy pisanki:

wielkanoc

Spacer w Białogórze:

wielkanoc

* "Kocham cię bardzo" pojawia się w naszym domu bardzo często, a ja delektuję się tymi słowami:)

pozdrawiamy

czwartek, 07 kwietnia 2011

Mateusz pokochał ognisko i jazdę na roworze. Ostatni weekend był wspaniały! Odpoczeliśmy, pobylismy razem, pooddychalismy świeżym, pachnącym wiosną, powietrzem.

ognisko

ognisko

niedziela, 03 kwietnia 2011

Trzecie urodziny Mateusza świętowaliśmy trzy razy, w tym raz w Wejherowie. Tak niestety jest, kiedy ma się ciasne mieszkanie:)

Nasz kochany Synek, jak przystalo na 3-latka zaskakuje nas każdego dnia. Jest bystry, uparty i bardzo szybko się uczy. Zna 27 marek samochodów, błyskawicznie uczy się literek (bawimy się matodą globalną - czyli raz w tygodniu zapisuję krótkie słowo i przez kilka dni je powtarzamy), dziś pierwszy raz wsiadł na swój rowerek (Laufrad, który jesienią dostał od cioci) i po kilkunastu metrach poruszał się bez naszej pomocy.
Nadal uwielbia wszelkie środki transportu i różne maszyny (zwłaszcza kombajny i kopary:) )
Mówi dużo, jednak często bardzo niewyraźnie. Mam jednak nadzieję, że trochę ćwiczeń logopedycznych pomoże i będzie lepiej.

Jedna z ważniejszych wiadomości to taka, że dostalismy się do przedszkola, które znajduje się bardzo blisko naszego bloku. Odpada więc problem dojazdów. No i lokalizacja świetna, bo dookoła las i park.

A propos przedszkola..miniona środa była pełna atrakcji. Panie w żłobku poczuły dym i dziwny zapach. Zadzwoniły więc po straż pożarną, ubrały dzieciaki i zaprowadziły do przedszkola, które znajduje się po drugiej stronie ulicy. Mat zachwycony, bo widział strażaka i bawił się ze starszymi dziećmi. Przy okazji poznał numer do straży. Okazało się, że w żłobku wszystko jest ok, ale przy okazji ja przekonałam się, żę wychowawczynie są godne zaufania.

*****

Niestety wyszłam już z wprawy i coraz trudniej zabrać mi się do napisaniu kilku sensownych zdań. W szkole kilka zmian - dołożyli nam dwa nowe obowiązki, więc czasu mniej.
Przyznam, że jestem zmęczona i nie mogę doczekać się wakacji. Marzę o chwili, kiedy mam świadomość, że nie mam obowiązków - czyli brak sprawdzianów, pozmywane, wyprasowane, poodkurzane. Niestety jest tak, że nawet jak odpoczywam, to w głowię robię listę obowiązków, które mnie zaraz czekają.

Pozdrawiam tych którzy tu jeszcze zaglądają:)

 

sobota, 26 lutego 2011

Nie wiem od czego zacząć, więc na początek zdjęcia :)

malujemy palcami :)

w domu

lego`we dzieła Młodego

w domu

syn & tata

w domu

*****

"Im dalej w las, tym więcej drzew", czyli im Młody starszy, tym bardziej skomplikowany :)

Czasem jest taki kochany, że aż trudno uwierzyć, a są dni, kiedy nie mam już sił - zawsze na "nie", nic mu się nie podoba. Na dodatek mamy żłobkowy kryzys...tak jak od początku uwielbiał chodzić do żłobka, tak teraz jest bunt każdego ranka (a po południu nie chce wracać do domu). Mam nadzieję, że to minie, ale przyjemnie nie jest zostawiać Go płaczącego.
Poza tym panie mówią, że nie ma z nim problemów, jedynie taki, że czasem się obraża :)

A zmilszych rzeczy - nadal uwielbia pomagać. Gdy przychodzą goście - nakrywa do stołu. Wystarczy, że rzucę hasło - odkurzanie - on już wyciąga odkurzacz z szafy i podłącza do prądu, układa czyste sztućce do szuflady, wyciera kurze i zamiata podłogę:)

Mówi nadal niewyraźnie, ale coraz więcej. Zamiast tak, mówi "yhy" (okazało się, że i ja tak nieraz mówię), zna coraz więcej marek samochodów ("otel", volkswagen, mazda, "citron", mercedes, audi...), uwielbia powtarzać ostatnie wypowiedziane przez nas słowo ("Mateusz, znowu nabrudziłeś!" "Nabrudziłem?"), co mnie czasem do szału doprowadza:)
Dogadać możemy się już bez problemu, ale nie wszyscy potrafią Go zrozumieć.

Miesiąc temu pozbyliśmy się nocnej pieluchy. Po raz kolejny (jak przy smoczku, butelce itd.) okazało się, że problem leży w mojej głowie, a Młody jest już dawno gotowy, by nie siusiać do pampersa. Już pierwszej nocy sam wstał, włączył nocnę lampkę i załatwił się na nocnik).

No i na koniec - z niecierpliwością czekamy na wiosnę, a tu jak na złość -20 na zewnętrznym termometrze :(

pozdrawiamy

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty zamieszczone w tym blogu są wyłączną własnością autorki.Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć, filmów oraz tekstów bez zgody autorki jest zabronione. statystyka